Jan Kiepura

O Ach, so fromm Flotowa

“wykonanie arii pozwala stwierdzić u wykonawcy delikatność rysunku fraz, lekkość prowadzenia głosu i muzykalność interpretacji doskonałą. Dodać można bez posądzenia o szowinizm, że drugiego takiego głosu tenorowego takiej siły, pełni i blasku, jak gdyby nasyconego złotem słońca, w dziejach wokalistyki nie było.”
Jerzy WaldorffJan Kiepura, s. 20.

O partii Don Josego w Carmen Bizeta

“To była najdoskonalsza jego partia i rola! Każdy dźwięk emitowany z gardła najwłaściwiej, każda fraza jak cyzelowana dłutem rzeźbiarza, głos na linii crescenda wzmagający się w nieskończoność, by w diminuendach zamierać w potrójnym piano, ledwo dosłyszalnym, a przecież wyraźnie istniejącym. Fermaty, jak gdyby ten człowiek miał w płucach zapas powietrza bez granic. A do tego gra!… Wcześniej znałem go żywiołowego i kierującego się intuicją, co dawało w rolach tyle momentów świetnych, ile jawnie chybionych. Don Jose był u Kiepury pierwszą postacią przemyślaną, opracowaną gest po geście, konsekwentnie prowadzoną.”
Jerzy WaldorffJan Kiepura, s. 26.

O nauczycielu Wacławie Brzezińskim

“…ale jeszcze lepiej wiem, że jak przyjadę do salonu Brzezińskiego, to będę takim malutkim pędraczkiem się czuł, takim zerem, że aż wstyd. Przed tym jedynym człowiekiem mam tremę i boję się jak pogromcy. Mistrzu drogi, ja zacząłem “robić karierę”, boję się wykolejenia, dlatego dziś więcej niż pierwej czuję potrzebę genialnej ręki Mistrza i absolutnej dyktatury! Jeżeli jednak Mistrz mnie wygna od siebie, to zginę jak pies na chłopskim jarmarku.”
Jerzy Waldorff – Jan Kiepura, s.11

“Głos dał Pan Bóg, reszta zależy od talentu i poważnego zamiłowania do sztuki, a głównie wielkiej i intensywnej pracy”.
opinia Wacława Brzezińskiego o głosie osiemnastoletniego Kiepury

O pracy

“nowe partie opracowywał samodzielnie, “dzikim” sposobem wśpiewując się w nowe teksty muzyczne, aby każdy dźwięk brzmiał najwłaściwiej i najładniej, żeby oddechy rozmieszczone były należycie, frazy opracowane jak trzeba. Gdyż muzykalność i słuch miał niezwykłe! Pracował systematycznie, codziennie, lecz niezbyt długo. Na rozśpiewywanie się i wśpiewywanie w partię poświęca zazwyczaj dwie godziny. Ale wewnętrznie żył śpiewaniem od przebudzenia się do zaśnięcia wieczorem.”
Władysław Ladis Kiepura, wg. Jerzy Waldorff – Jan Kiepura, s. 36.

O głosie

“Partię Radamesa w Aidzie śpiewał jednak tylko raz. Zorientowawszy się, że dla jego tenore lirico III akt opery jest zbyt ciężki i może okazać się dla głosu szkodliwy, nigdy więcej partii tej się nie podjął.”
Jerzy Czaplicki wg. Jerzy Waldorff – Jan Kiepura, s. 50.

“Janek cieszył się pełnią wokalnych sił przez lat blisko trzydzieści. Jak na karierę tenora, bezkonkurencyjnie długo! Później jednak, w roku 1952, w Bostonie, poddał się operacji wyjęcia płata płucnego, gdyż zapewne w związku z chronicznym nieżytem dróg oddechowych utworzył mu się w płucach guz ropny, na szczęście nie był to guz złośliwy.”
Władysław Ladis Kiepura wg. Jerzy Waldorff – Jan Kiepura, s. 70.

O lżejszym repertuarze

“Kiepura śpiewał arie operowe, a po ich serii nastąpił program o lekkim ciężarze gatunkowym. Wydaje mi się jednak, że kaznodziejskie zgorszenie z powodu programu Kiepury jest jeżeli nie hipokryzją, to z lekka przesadą. Bo czy wielcy śpiewacy, choćby i Caruso, nie śpiewali neapolitańskich canzonett, francuskich romansów, piosenek autorów bez firmy?… Kiepurze, rzecz zupełnie naturalna, zależy na powodzeniu osobistym. Ale umie on oddać to powodzenie na usługi swego kraju.”
krytyk Karol Stromenger wg. Jerzy Waldorff – Jan Kiepura, s. 22.

“Zarzucano Kiepurze wygłupy, owe śpiewy z hotelowych balkonów, z dachów aut, jaskrawe kokietowanie motłochu. Odpowiedź: był w tym nikim innym, jak prekursorem dzisiejszych idolów, stworzonych przez masowe środki przekazu. Cała różnica, że balkonem do czarowania tłumu nie setek a milionów ludzi jest dziś mały ekran TV.”
Jerzy Waldorf – Jan Kiepura, s. 24.

O karierze w filmie

“Czy można i trzeba go usprawiedliwić?… Raczej postaram się zrekonstruować motywy, które artystą w tym okresie życia i w takich decyzjach mogły powodować.
Jak wynika z jego cytowanego młodzieńczego listu do przyjaciela, nie ufał trwałości swego głosu, do czego podstawę znajdował w chronicznym nieżycie jamy nosowej i krtani. Śpiewanie kilku piosenek w filmie było wielokrotnie mniejszym trudem dla aparatu wokalnego od jednego całowieczornego spektaklu w operze. Pracując więc dla filmu, mógł słuszną mieć nadzieję przedłużenia pełni głosu.
Nauka partii operowych przychodziła mu z wysiłkiem, do czego przyczyniało się niemało poczucie odpowiedzialności artysty za każdy rodzaj śpiewania, a dobrze nauczyć się śpiewać piosenki filmowe było łatwiej.
Kiepura nie tylko że lubił popularność, ale niezbędna mu ona była jak powietrze, gwoli szerokiego brania oddechu. Tym lepiej czuł się za swoim zaborczym na sławę temperamentem, im liczniejsze i bardziej rozgrzane miewał przed sobą audytoria. Pamiętając go i znając, nie mogę wprost wyobrazić go sobie w ekskluzywnym recitalu pieśni, w jakiejś kameralnej Sali na dwieście osób. Udusiłby się w takiej atmosferze albo zasnął śpiewając. Film zaś popularność jego na całej kuli ziemskiej ustokrotniał.
Kiepura wreszcie miał paniczny lęk przed biedą. Zaznawał jej krótko, lecz dogłębnie, co pozostało w nim w formie kompleksu. A film i to jak! pomnażał jego dochody. Dla przykładu: pierwszy wielki kontrakt teatralny podpisał w 1931 roku na dwanaście przedstawień w Civic Opera House w Chocago po 2000$ od występu. Pierwszy zaś wielki kontrakt filmowy sygnuje z Paramount Pictures w Hollywood na cztery filmy z blisko 1 000 000 $.”
Jerzy Waldorff – Jan Kiepura, s. 23.

Recenzje

1942, New York Post: “zarówno jego śpiew, jak i gra, były arcydziełem.”
1942, Veriety: “Kiepura nie ma sobie równego między tenorami.”
1943, Chicago Daily Times: “Jeden z największych głosów tej generacji. Nie znam drugiego tenora o głosie podobnej jakości, siły i dynamicznego nasycenia.”
1943, New York Times: “Niełatwo znalazłoby się dla niego rywala pośród tenorów tej doby ściągnął audytorium tak liczne, że nadwyżka zajęła wszystkie dostępne miejsca na estradzie.”

Biografia

Już za życia był legendą – Jan Wiktor Kiepura, światowej sławy śpiewak operowy i estradowy, gwiazdor filmowy, wielki artysta uwielbiany przez tłumy. Należał do największych i najpopularniejszych tenorów XX wieku. Dysponował głosem niezwykłej piękności i świetnymi warunkami zewnętrznymi. Do perfekcji przy tym opanował technikę wokalną. Szczyty sukcesu osiągnął dzięki talentowi, uporowi i ogromnej pracy, a także autokreacji, której był mistrzem. Tajemnicy jego niezwykłego powodzenia upatrywano w radości śpiewania, “którą posiadł chyba bezwiednie, bo wynikało to z jego beztroskiej, sympatycznej natury”. W ten sposób charakteryzował go wielki pedagog Giorgio Favaretto. “Tą właśnie zaletą pobił Kiepura swoich rywali śpiewających na smutno – twierdził – otworzyło mu to też drogę do kariery filmowej…”

Popularność tenora nie miała sobie równych. Panuje przekonanie iż “wyzwalał zbiorowe szaleństwo, które można porównać do dzisiejszych reakcji na sukcesy piłkarzy i to te największe”.
Powszechnie wiadomo, iż był ambasadorem polskiej kultury na świecie, naszą wizytówką. Za granicami kraju nieustannie demonstrował swoje wielki przywiązanie do polskości. Rozsławił również Sosnowiec, miasto, którego był rówieśnikiem. Tutaj się urodził, spędził dzieciństwo i młodość, tu kształtowała się jego osobowość i rodziły marzenia o wielkiej karierze śpiewaczej. Do swoich korzeni chętnie nawiązywał – nazywał siebie “chłopakiem z Sosnowca”, a miano to na stałe przylgnęło do wielkiego tenora. “Pomimo setek określeń jakie mu nadawano – napisał Wacław Panek, biograf J. Kiepury – żadne chyba lepiej nie tłumaczy jego postawy życiowej, psychiki i sposobu myślenia – jak właśnie to wskazujące na sosnowieckie korzenie. Przeglądając bacznie jego biografię, opinie świadków, zachowaną korespondencję i inne dokumenty, jestem dziś przekonany, iż w całym swoim życiu pozostał rzeczywiście chłopakiem z Sosnowca”.

Zgodnie z wolą ojca, w październiku 1921 roku zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Nie zdołał bowiem przekonać rodziców do akceptacji swoich planów związanych ze studiami wokalnymi. Pozytywna opinia, którą otrzymał od prof. Brzezińskiego nie pomogła. Franciszek Kiepura pragnął, aby jego syn zdobył zawód “porządny”, gwarantujący mu stabilizację. Jan nie zrezygnował jednak z marzeń o karierze artystycznej. Wkrótce po przybyciu do Warszawy podjął działania zmierzające do osiągnięcia tego celu. Studiując prawo jednocześnie uczęszczał na prywatne lekcje śpiewu do prof. Brzezińskiego, jednego z najwybitniejszych nauczycieli wokalistyki. Pod jego opieką artystyczną pozostawał przez wiele lat.

W lutym 1924 roku zdał egzamin w Operze Warszawskiej (śpiewał arie z Hugenotów, Carmen oraz Toski) i został do niej przyjęty jako adept. Miał nadzieję, że wkrótce na scenie tego teatru zaśpiewa partie solowe. Sumiennie przygotowywał się do tego – na lekcjach u prof. Brzezińskiego ćwiczył Fausta Ch. Gounoda.

Nieoczekiwanie, jeszcze w lutym wystąpił publicznie, w zastępstwie chorego tenora, w sali Konserwatorium Warszawskiego. Wykonywał arie z Halki S. Moniuszki, Pajaców R. Leoncavalla i Toski G. Pucciniego. Ten nieprzewidziany wcześniej debiut był pomyślny, publiczność długo go oklaskiwała. W Operze natomiast powierzono mu niewielką rolę przewodnika chóru Górali w Halce. Partia solowa, którą miał wykonać byłą bardzo krótka, tekst mieścił się w jednej linijce. Niestety za przeciągniecie ostatniego z dźwięków, co zrobił celowo, chcąc popisać się swoim głosem, ówczesny dyrektor Emil Młynarski zwolnił go z teatru.

Nie wywiązał się także z obowiązków na Uniwersytecie. Toteż w połowie 1924 roku wrócił do Sosnowca. Zamieszkał u swojego szkolnego kolegi Mieczysława Szafrugi, bo ojciec wyrzucił go z domu za przerwanie studiów prawniczych. Znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Wkrótce jednak szczęście mu dopisało. W rodzinnym mieście Jan spotkał przebywającego tu czasowo krakowskiego pedagoga Ignacego Warmutha, który ofiarował mu pomoc. Pod jego kierunkiem zaczął ćwiczyć partie operowe. Profesor Warmuth zarekomendował go do teatru operowego we Lwowie, w którym 15 stycznia 1925 roku zadebiutował w roli tytułowej opery Faust. W jedenaście dni później śpiewał pertię Fausta w Teatrze Wielkim w Poznaniu, a 11 lutego w Operze Warszawskiej.

Następnego dnia po debiucie w stołecznym teatrze “Kurier Poranny” pisał m. in.: “Pan Kiepura ma niezaprzeczalny talent śpiewacki, który zasługuje na troskliwe pielęgnowanie go. Sympatyczny wygląd artysty dostrajał się dobrze do całości przedstawienia, starannego pod każdym względem”.

Tu wkrótce otrzymał stały angaż i do końca sezonu 1925/26 występował jako solista. Śpiewał w Rycerskości wieśniaczej P. Mascagniego (Turiddu), Rigoletcie G. Verdiego (Książę Mantui), Halce (Jontek), w Strasznym Dworze S. Moniuszki (Stefan), Tosce G. Pucciniego (Rinuccio). Koncertował ponadto w wielu miastach Polski, m. in. w Krakowie, Katowicach, Bydgoszczy, Inowrocławiu, Grudziądzu a także – w grudniu 1925 roku – w swoim rodzinnym Sosnowcu. W tym okresie w dalszym ciągu kształcił głos u prof. I Warmutha i Tadeusza Leliwy.

W lipcu 1926 roku wyjechał za granicę, do czego od dłuższego czasu czynił przygotowania. Początkowo planował podróż do Włoch, zatrzymał się jednak w Wiedniu. Tutaj, 28 lipca podpisał trzyletni kontrakt ze znaną agencją Gutmanna (Konzertdirekrion – Gutmann). W myśl umowy agencja zobowiązała się organizować Kiepurze występy w okresie od 1 września 1926 roku do końca sierpnia 1929 roku w Europie i innych częściach świata. Artysta z kolei miał przygotować kilka partii operowych w języku włoskim (m. in. Don Josego w Carmen, Cavaradossiego w Tosce, Cania w Pajacach, Księcia w Rigoletcie) i trzy spośród nich po niemiecku.

Zawarcie umowy z liczącym się w Europie impresario, umiejętnie wykorzystane propagandowo przez oddanych śpiewakowi dziennikarzy, było istotnym etapem w drodze do jego kariery. Zagraniczny debiut Kiepury poprzedziła wielka kampania reklamowa. “Polski następca Carusa”, jak go nazywano, wystąpił po raz pierwszy w wiedeńskiej Staatsoper 22 września 1926 roku w Tosce, w roli Cavaradossiego, u boku słynnej śpiewaczki Marii Jeritzy, primadonny tej sceny. Publiczność była zachwycona, lecz nie wszyscy recenzenci wypowiadali się o nim pochlebnie. Wielki sukces w tym teatrze odniósł natomiast 15 października jako książę Kalaf w przedstawieniu premierowym  opery Turandot Pucciniego. “Świeżość głosu, młodzieńcza werwa, ognisty i dramatyczny temperament wywołały entuzjazm…”

O popularności młodego artysty może świadczyć fakt, iż podczas koncertu w jednej z największych sal Wiednia interweniowała policja rozpraszając tłum rozczarowanych brakiem biletów melomanów. “Nie dość tego – pisze o tym przedstawieniu Wacław Panek, biograf Jana Kiepury – po zakończeniu bisów, wśród których znalazła się też aria z Halki musiano gasić światła, by publiczność wreszcie opuściła salę”.

Dwudziestoczteroletni “chłopak z Sosnowca” zyskał sławę międzynarodową. O jego występy zabiegały stolice europejskie. W ostatnich miesiącach 1926 roku J. Kiepura śpiewał z ogromnym powodzeniem w Berlinie, Brnie, Pradze i Budapeszcie. Sukcesy przyniósł mu również kolejny 1927 rok – w styczniu występował w Budapeszcie i Berlinie, w lutym w Wiedniu i słynnym Royal Albert Hall w Londynie, w lipcu we Lwowie, a w październiku uczestniczył w Wiedniu (Staatsoper) w światowej premierze nowej opery Ericha Korngolda Cud Heliany. Honoraria jego były już bardzo wysokie – sięgały sumy 1500 dolarów.

Jednocześnie doskonalił warsztat wokalny pod opieką prof. Tadeusza Leliwy. Warto dodać, iż dokształcał się nieustannie nie tylko przy pomocy pedagogów, ale także podpatrując sławnych mistrzów oraz przesłuchując i analizując ich nagrania. Był ogromnie pracowity; aby osiągnąć zadowalający go efekt potrafił godzinami powtarzać jedną frazę lub pasaż, a nawet pojedynczy ton.

Marzeniem każdego ambitnego śpiewaka jest wystąpić na deskach najsłynniejszej sceny operowe Europy – mediolańskiej La Scali. Zaszczytu tego dostąpił Kiepura w 1928 roku – 16 kwietnia zadebiutował w operze Turandot w roli Kalafa. W latach 1928-1931 śpiewał ponadto w Tosce G. Pucciniego, Le prezione ridicole (Śmieszne klejnoty) Felice Lattuady (światowa prapremiera), Rigoletcie G. Verdiego, Manon Julesa Masseneta.

Wkrótce po debiucie w Mediolanie wystąpił gościnnie z zespołem wiedeńskiej Staatsoper na scenie Grand Opera w Paryżu, w Tosce , partnerowała mu M. Jeritza. W lecie 1929 wyjechał na kilka miesięcy do Ameryki Południowej. Wraz z solistami La Scali i nowojorskiej Metropolitan Opera koncertował w Buenos Aires i Rio de Janeiro. W końcu 1929 roku powrócił do Włoch. Przez pewien czas chorował. Liczne występu i zmiany klimatyczne osłabiły bowiem jego organizm. Na początku 1930 roku wyjechał z San Remo, gdzie przebywał na rekonwalescencji, do Wiednia, a następnie przez kilka tygodni odpoczywał w uzdrowisku Semmering. Miał już wtedy podpisany kontrakt z londyńsko-berlińską  wytwórnią filmową, która powierzyła mu główną rolę w filmie muzycznym Die singende Stadt (w polskiej wersji Neapol śpiewające miasto) w reżyserii Carmine Gallone. Liczył słusznie, iż ta rola zapewni mu jeszcze większą popularność, a on sam odpocznie od nadmiernego śpiewania, którego skutki wówczas odczuwał. W liście do rodziców napisał m. in.: “Jestem podwójnie szczęśliwy z tego kontraktu, bo ciągle myślałem o filmie i po drugie: bo mniej będę śpiewał dając odpoczynek głosowi. Jest nieprawdą, że praca w filmie jest cięższa od oper i koncertowania. To może mówić tylko ten, który tak jak ja nie pracował (…). Cieszcie się moim szczęściem, bo ten film to i wielka i cudna przyszłość, to były moje marzenia (…)”.

W połowie lutego 1938 roku J. Kiepura zadebiutował na scenie najbardziej liczącej się na świecie, w nowojorskiej Metropolitan Opera House, jako Rudolf w Cyganerii Pucciniego. Śpiewał tu ponadto partie Don Josego w Carmen J. Bizeta, Księcia Mantui w Rigoletcie Verdiego, a w 1939 roku także Kawalera de Grieux w Manon Masseneta. Krytyka nowojorska odnosiła się bardzo życzliwie do występów polskiego tenora.

W końcu 1939 Kiepurowie przenoszą się do Stanów Zjednoczonych. Artysta koncertuje w Civic Opera House w Chicago, Metropolitan Opera w Nowym Jorku i wielu innych miastach USA, a także Kanady i w Ameryce Południowej (Brazylia, Argentyna).

W 1958 roku, po 19 latach nieobecności odwiedził Polskę. Na podstawie artykułów prasowych, które ukazywały się w kraju po wojnie, można by sądzić, iż Jan Kiepura nie będzie tu mile widziany. Prasa PRL-u atakowała go często mniej więcej od połowy lat 50. Nazywano tenora “byłym Polakiem” zarzucano mu, iż “wyrzekł się narodu”, ponadto z wielu powodów kpiono z niego w niewybredny sposób. Tymczasem gdy pojawił się w Polsce spotkał się z ogromną życzliwością i sympatią rodaków.

Występy rozpoczął 21 września koncertem w warszawskiej Sali Kongresowej. Obok arii operowych ze Strasznego dworu, Toski, Manon,  śpiewał swoje ulubione pieśni Na ust koralu Marczewskiego i Kujawiaka Wieniawskiego, a także szlagiery filmowe. W październiku odwiedził swoje rodzinne miasto.

Takich jak on mieliśmy niewielu. Należy  zgodzić się z opinią biografa J. Kiepury, W. Panka, iż był to “artysta takiej miary i o takiej sile masowego oddziaływania, podkreślający zawsze przy tym swoje polskie korzenie, że nie sposób go porównać z kimkolwiek innym w historii polskiego śpiewactwa”. “Miałam w swoim życiu jedną rywalkę – powiedziała Martha Eggerth [żona Kiepury] po jego śmierci w wywiadzie dla “Dziennika Polskiego” – zawsze mnie zwyciężała. To Polska. Jak mąż was kochał, o tym wiem tylko ja”.

fragmenty książki Małgorzaty Śmiałek – Jan Kiepura – artysta z Sosnowca.